Recenzje

Szarpakowe- love. Dziabongi testują Zaymę Craft!

Ja i moje psy jesteśmy ogromnymi fanami wszelkiej maści szarpaczków owieczkowych i mopikowych. Dlatego ucieszyłam się, kiedy otwierając paczkę od Zaymy moim oczom ukazały się dwa szarpaki i smycz. Moim marzeniem był szarpak z długa rączką dla psów o małej motywacji do zabawy. Oczywiście ze względu na Cleo. Oczami wyobraźni widziałam ją jak kica ochoczo za uciekającą po ziemi zabawką. Owieczkowy szarpak również świetnie sprawdza się do motywowania jednakże postanowiłam przeprowadzić testy dwupoziomowo. Cleo, jako pies o małej motywacji testowała czy szarpi sprawdzą się u psa takiego jak ona. Czy będą wystarczająco atrakcyjne i delikatne. Shifu, jako niszczyciel i pies o silnym drivie miał za zadanie wystawić je na wysokie przeciążenia godne bycia prawdziwym przedstawicielem swojej rasy. Mojej uwadze nie umknęła też 180cm smyczka. Jak wyglądały mozolne testy zabawek i smyczy? Zobaczcie sami.

 Na pierwszy ogień wystawiliśmy szarpak mopik long bez amortyzatora. 

 
Długaśny szarpak o pięknych kolorach. Powinien się sprawdzić w motywacji do pogoni zabawek. Sama długość mopika bez rączki – wynosi 40cm, co jest bardzo istotne, ponieważ moje psy goniąc zabawkę poruszającą się po ziemi łapią w zęby część będącą tuż nad ziemią. W wielu zabawkach kończy się to łapaniem nie tej części właściwej – przeznaczonej do chwytania w zęby, ale przedłużenia rączki. U psów mało zmotywowanych (i nie tylko) nie jest to przyjemne doświadczenie. A przecież długie szarpaki mają za zadanie motywować psa a nie zniechęcać do zabawy. Szarpak mopik long dzięki swojej długości nie był łapany za przedłużenie rączki tylko za tą część właściwą i prawilną, służącą do szarpania. Cleo szarpie się nim z ogromną chęcią, uwielbia go gonić i co najważniejsze – chwyta zębami za to, za co powinna. Shifu bardzo polubił sesje z speed waya z udziałem tej zabawki. Zmotywował się do tego stopnia, że pewnego razu złapał ją pędząc z taką prędkością, że prawie przewróciłam się pod siłą szarpnięcia. I tutaj pojawiła się istotna rzecz- moim zdaniem przy silniejszych psach szarpak ten powinien być wyposażony w amortyzator (Zayma Craft posiada taki model). Nie tylko ze względów bezpieczeństwa psa i przewodnika. 
Zalety:
+ odpowiednia długość rączki i mopika pozwala na ciągnięcie nim po ziemi, w biegu;
+ mopik jest mięciutki – plus dla delikatnych psów;
+ podszycie rączki – ochrania dłoń przy szarpaniu z silnym psem;
+ mocny i delikatny jednocześnie, sprawdzi się do motywacji psa a i niszczyciel nie zniszczy go od razu.
Wady:
– brak.
Na drugi ogień wystawiliśmy szarpak owca z amortyzatorem, rozmiar M.
Szarpaki z owczego futra to największa miłość Cleo od… zawsze. Ruda posiada silny instynkt mordowania istot żywych (jak na każdego kocura przystało) w związku, z czym owieczkowe zabawki do szarpania są na szczycie jej piramidy zainteresowania. Ten model szczególnie przypadł nam do gustu, ponieważ rozmiar M wydaje się być większy niż można by przypuszczać na pierwszy rzut oka a wiadomo – im więcej tym lepiej 😉 a to za sprawą bardzo gęstego futerka. Znalazł on zastosowanie w motywowaniu do przynoszenia frisbee (jak wszystkim doskonale wiadomo koty NIE PRZYNOSZĄ FRISBEE! A-ha! A mój przynosi!). No cóż mogę powiedzieć, powroty z dyskiem mamy szybsze niż kiedykolwiek tylko, dlatego bo Cleo wie, że poszarpie się ulubioną zabawką 😉 owieczka robi swoje. Dodam, że jest ona wyposażona w najmocniejszy amortyzator, co Cleo nie przeszkadzało w zabawie pomimo tego, że jest delikatna. Martwiło mnie starcie owcy z australijskim psem pasterskim 😉 pies na bydło, twardy i wściekły. Nieustępliwy i reaktywny. Myślałam, że skończy się to rychłym zgonem milusiego futerka. Nic bardziej mylnego. Szarpak dał radę w pięknym stylu. A i owszem trochę futra poleciało jednakże amortyzator oszczędził moje dłonie, barki i kręgosłup. Ten, kto wymyślił amortyzatory w szarpakach powinien dostać za to jakąś nagrodę, albo przynajmniej kawę w subwayu. 
Zalety:
+ fajny szarpak do motywacji delikatnych psów;
+ większa objętość szarpaka niż można się spodziewać;
+ miękka rączka podszyta softshellem przydatna w szarpaniu z silnym psem;
+ mocny amortyzator, dobrze sprawdza się przy zabawie z silnym psem.
Wady:
– brak 😉 
Testy smyczki – czy podołała wściekłemu kotletowi*?
Smycz testował jedynie Shifu, ponieważ jest żywym ciągnikiem, mocno szarpie i byłam ciekawa czy smycz z Zayma oszczędzi moje dłonie dzięki rączce podszytej softshellem. Smycz była testowana CODZIENNIE, na każdym spacerze. I na miasto, do lasu, do szurania po krzakach. Przetrwała. Baa! Jestem z niej bardzo zadowolona pomimo braku wzorków (ojej no podła jestem, kocham wzorki no), ale za to mocno plusując pięknym kolorkiem i lekkością, jakiej nie ma żadna znana mi smyczka. Jedyną oznaką intensywnego użytkowania jest lekko zdarty lakier na karabinku, ale nie stanowi to dla mnie problemu, ponieważ widać to jedynie z bliska. Jestem owym smyczowym nabytkiem zaskoczona pozytywnie i nikt tego nie zmieni. Miesiąc z ACD w krzakach i wciąż żyje, moje dłonie również. Czego można oczekiwać więcej? W obrożowo- smyczowym świecie hand made prym wiodą akcesoria bogate w wzornictwo, im bardziej oryginalne, urocze i kolorowe tym chętniej kupowane. Nie ukrywam, że gdybym tej smyczy nie dostała do testowania to nie wiem czy bym ją kupiła, wiele przy tym tracąc. Na pewno skuszę się na kolejną smycz Zaymy albo obróżkę, ale na pewno nie będzie ona miała 180 cm – dla nas to za mało.
Zalety:
+ lekkość (jedna z najlżejszych smyczy jakie miałam);
+ ładny, żywy kolor;
+ miękka rączka, podszyta softshellem;
+ mocny acz lekki karabińczyk;
+ staranne wykonanie;
+ niska cena.
Wady:
– 180cm długości to dla nas za mało, ale sklep ma możliwość zamawiania nawet 3m smyczy, również przepinanych;
– zdarty lakier na karabinku, widoczny jedynie z bliska.
Po miesiącu testowania mam ochotę poprosić Zaymę o możliwość wprowadzenia paczki – niespodzianki dla swoich klientów! Brałabym w ciemno! 
*kotlet – może być schabowy, ale nie musi. W slangu właścicieli ACD oznacza… ACD czyli osobnika rasy australijski pies pasterski. Do niektórych psich jednostek słowo „kotlet” przykleiło się na dobre do tego stopnia, że wszyscy zapomnieli jak owy pies naprawdę ma na imię.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *