Ogólne

Podsumowanie roku 2018 – również o tym czego nie wiecie

Siadając przed komputerem zastanawiałam się czy napisać krótką notkę na fanpejdżu czy może pokusić się o dłuższy wpis na blogu. Kiedy złożyłam wszystkie wydarzenia z 2018 roku w całość okazało się, że jest tego tak wiele, że warto napisać post. Post o podróżach, przygodach, zmianach i współpracy nawiązanej w 2018. To był dobry rok, ciężki ale dobry.

2018 rok był rokiem kilku wyjazdów służbowych. Pierwotnie wydawało mi się, że było ich dużo. Ale sięgając pamięcią wstecz stwierdziłam jednak, że to niewiele zważając na charakter mojej pracy. W marcu objechaliśmy Bory Tucholskie, Zachodniopomorskie oraz Puszczę Kozienicką. Widziałam niezliczoną liczbę zwierząt, dziki, łosie, jelenie, daniele, lisy, sarny. Zimą w Kozienicach namierzaliśmy puszczyki. Było to moje pierwsze zetknięcie z monitoringiem sów. Mam nadzieję, że nie ostatnie. Nauczyłam się, że cattle dogi dość histerycznie reagują na odgłosy godowe puszczyka i trzeba im zamykać te paskudne dzioby, żeby nie płoszyć sów. W zachodniopomorskim, jadąc autem, niechcący zakopaliśmy się w błocie. Szukając pomocnego rolnika trafiłam na gospodarstwo rodem z horroru o masakrowaniu ludzi z użyciem piły mechanicznej gdzieś w Teksasie. Wsiadając do auta z panem porozumiewającym się z otoczeniem dziwnym językiem składającym się z chrząknięć i stęknięć wyobrażałam sobie siebie w postaci rozbefu na jego talerzu. Wolę nie wiedzieć co on sobie myślał o mnie, kiedy stojąc po kolana w błocie wyciągałam z bagażnika psa i na rękach niosłam w suche miejsce żeby się nie ubrudził.  Odkryciem roku było Roztocze. Jedno z najpiękniejszych miejsc w Polsce, bardzo niedoceniane. Kraina rysia i wilka. Baśniowe starodrzewia bukowe i jodłowe zyskały specjalne miejsce w moim sercu zaraz obok Białowieży, w której też byliśmy, wprawdzie tylko na tydzień, ale i tak było bajecznie. Jedynym minusem Puszczy Białowieskiej jest miejscowa niedostępność terenu. Wiele razy miałam wewnętrzne opory “tam nie wejdę bo to niebezpieczne” po czym wchodziłam, topiłam się w bagnie, wywracałam przechodząc po przewróconych pniach, nadziewałam na świerkowe sęki (do teraz mam bliznę) czy zmuszona troską o bezpieczeństwo psa musiałam go przenosić z miejsca w miejsce podając obcym ludziom do rąk. Po tym wszystkim stwierdzałam, że było extra. Takie rozdwojenie jaźni przyrodnika. Z Białowieży wróciłam z niedosytem bo nie udało się zobaczyć żubra. Może w 2019 się uda?

Służbowo rozpoczęłam szkolenie moich dwóch psów do poszukiwania trufli – grzybów podziemnych. Zaczęłam dość luźno tak, aby nikomu nie robić nadziei. Aktualnie węszenie idzie nam bardzo fajnie, sporo szczegółów muszę doszlifować ale patrzę pozytywnie w przyszłość. W 2019 znajdziemy nasze pierwsze trufle rosnące w lesie. Jestem tego pewna.

Oprócz wyjazdów służbowych zaliczyliśmy dwa większe wyjazdy prywatne. Pod koniec maja  nad Morze Bałtyckie do Ostrowa koło Karwii, na koniec lata wyskoczyliśmy do Chorwacji. Chorwacja jest piękna, gorąca, wcale nie kocha psów tak bardzo jak wszyscy twierdzą i pachnie psią biegunką z powodu wysokiego zasolenia wody. Ale i tak było warto. Rada – Chorwacja z psem najlepiej po sezonie. W Chorwacji też wyszedł z Shifcia mały, zły, gryzący potworek. Niestety mieliśmy bardzo nieprzyjemny incydent, zaatakował nas pies, belgijski malinois będący bez kontroli skutkiem czego trzeba było ratować życie pleśniaka. Chwilowo byłam przekonana, że nie poradzę sobie z jego zachowaniami agresywnymi do innych samców ale okazało się, że australian cattle dogi to psy bardzo plastyczne i jak szybko stwierdził, że pieski się zjada, równie szybko doszedł to wniosku, że jednak na dzień dobry nie musi im odgryzać głowy.

Ważną dla mnie decyzją była zmiana nazwy strony i bloga, przeniesienie się na własną domenę. To w zasadzie najlepsze co mogłam zrobić dla rozwoju swojej strony. Żałuję, że dopiero w połowie roku, jednak lepiej późno niż wcale. Przekonałam się, że niszowy nie oznacza gorszy. Strona ma wielu stałych fanów. Bardzo Wam za waszą aktywność dziękuję!

W zeszłym roku mieliśmy okazję wziąć udział w kilku pokazach, pojechać z Shifu na pierwsze zawody DogGames oraz seminarium z Julią Zaborowską. Były to super pozytywne doświadczenia dające motywację i moc do pracy na przyszłość. Niestety nasza dalsza kariera frisbiarska stoi pod znakiem zapytania bo pojawiły się też problemy ze zdrowiem. Shifu dwa miesiące temu z dnia na dzień przestał chodzić. Diagnostyka kosztowała mnie mnóstwo nerwów i pieniędzy a w zasadzie do teraz nie wiem, co spowodowało taki jego stan zdrowia. Jednakże znalazłam odpowiedniego weterynarza, który mam nadzieję, że w ciągu następnych tygodni pomoże wyklarować sytuację. Dla zatroskanych zdrowiem pleśniaka – aktualnie ma się rewelacyjnie i nie ma śladu po jakiejkolwiek chorobie. Jednak jeśli mamy uprawiać sport muszę wiedzieć czy młody nie ma problemów z kręgosłupem. Wiosną mieliśmy też krótki epizod z pasieniem owiec. Niestety ze względu na brak czasu – ciężko robić trzy rzeczy na raz a frisbee i węszenie jest dla mnie ważniejsze – zrezygnowałam. Dodatkowo zniechęciło mnie to, że Shifu ciągle próbował gryźć owce i musiałam nakładać na niego dużą presję.

Jedną z milszych rzeczy jakie mnie spotkały to współpraca z DogVenture, firmą produkującą akcesoria spacerowe dla psów. No i też dla ludzi 😉

Rok 2019 będzie jeszcze bardziej szalony, obfitujący w przygody i podróże. I oby zdrówko dopisało a reszta się ułoży.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *