Ogólne

Koronna apokalipsa – subiektywny wpis o tym jak sobie radzić

Tym razem to nie będzie typowo pieskowy post. Będzie to post o tym jak radzimy sobie z ograniczeniami związanymi z epidemią SARS-CoV-2. Ograniczenia te z dnia na dzień mocno przemeblowały nasze życie niczym znudzony malinois mieszkanie. Co gorsze nie wiadomo dokąd one dryfują i jak długo to wszystko potrwa. W sytuacji zagrożenia zdrowia i życia naszego oraz naszych bliskich wiele z nas odczuwa ogromny stres i w różny sposób sobie z tym radzi. Albo nie radzi. 

Pomimo tego, że to bardzo nudna apokalipsa, nie ma zombie, nie ma madmaxa (choć pies jest właściwy) i trzeba siedzieć zamkniętym w domu żeby maksymalnie ograniczyć przemieszczanie się. Okazuje się, że XXI wieku, kiedy człowiekowi wydawało się, że panuje nad wszystkim, nie potrafi zapanować nad czymś co nawet nie jest żywe i czego nie widać gołym okiem.

Photo by Zorik D on Unsplash
Photo by Zorik D on Unsplash

Pierwszy tydzień pracy zdalnej był dla mnie szokiem. Byłam w stanie zrobić tyle co nic, byłam zestresowana, choć mniej niż w ostatnich dniach pracy. Zaczęłam zastanowiać się nad tym co mogę zrobić, aby poczuć się w nowej sytuacji lepiej.

Rutyna nas zbawi!

W czasach kiedy została zachwiana codzienna powtarzalność i przewidywalność, która pomaga nam zachować zdrowie psychiczne, postanowiłam utworzyć ją na nowo. Ponieważ dobra rutyna i stabilność daje poczucie bezpieczeństwa. Nasze ciało i umysł lubią ustabilizowany rytm dobowy. Stałość gwarantuje spokój.

Postanowiłam wyraźnie rozróżnić dni pracy od weekendu. Od pn do pt wstaję zawsze o tej samej godzinie, wychodzę na krótki spacer z psami, jem śniadanie, piję kawę i…zaczynam pracować. Oczywiście robię sobie przerwy w pracy na drugą kawę czy poscrollowanie popularnych portali w sieci jednakże staram się, aby godziny pracy nakładały się na moje normalne godziny pracy w biurze. Ba! Nawet jem dokładnie takie samo śniadanko jakie jem w pracy. Czyli owsiankę 😉 Pieski w tym czasie mają spać, nie wychodzą na spacery, drugie wyjście wypada mniej więcej o podobnej godzinie, o której psy wyszłyby na dwór, gdybym dzień spędziła w swojej pracy.

Po pracy chill-out

Czyli spacerek, obiadek, trening, książka, film, sprzątanie, pieczenie ciasta.

Weekend jak w weekend

Może nie skoczymy do galerii na shopping, może nie wyskoczymy do restauracji. Ale dodatkowy czas można poświęcić na dłuższy spacer gdzieś na odludziu. Obiad można zamówić na wynos w ulubionej knajpie przy okazji wspierając ją w tej trudnej chwili.

A pieski, pieski czasami muszą zostać same

Wszystko po to, aby nie przeżyły szoku za kilka, kilkanaście tygodni.

Nie jestem osobą, która posiada silną potrzebę wciskania się w sztywne ramy, lubię swobodę. Wcześniej miałam większą potrzebę łamania rutyny niż kurczowego jej trzymania się. Jednak w zaistniałej sytuacji dzienna rutyna, ułożona na nowo ale podobna do tej sprzed pandemii, moim zdaniem jest pomocna w zachowaniu względnego spokoju i poczucia kontroli nad sytuacją.

A na koniec, na koniec chciałam wam wszystkim życzyć zdrowia. Reszta się ułoży…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *